piątek, 18 listopada 2011

Dziś wyjątkowy dzień! ;)

Pierwszy raz w historii karmienia łyżeczką z walki o czystość wyszliśmy zwycięsko :) ani jednej plamki na bluzkach czy spodenkach. Ja mam małą plamkę na koszulce, ale uczyniłam ją podczas przygotowywania posiłku. Jak tata wróci do domu to powie, że mama synom jeść dziś nie dała ;)
Oby tak dalej! :D

czwartek, 17 listopada 2011

Uwilbiam nasz kojec



Kupiliśmy kojec 190/190cm. Do tej pory panowie leżeli na macie, z której uciekali jak tylko się odwróciłam. Teraz są bezpieczni a ja nie muszę ich ciągle przenosić na mate, mój biedny kręgosłup odpoczywa. Michał się śmieje że chłopaki walczą w ringu MMA. Miałam duże wątpliwości, ale teraz stwierdzam, że pomysł był cudowny. Wcześniej chłopcy spędzali więcej czasu w łóżeczkach a teraz mają dużo przestrzeni, którą mogą wspólnie dzielić. Kojec jest tak duży, że swobodnie do niego wchodzimy i bawić się z koleżkami. Uwielbiam ten kojec.

Chłopcy jedzą chrupki kukurydziane.  



poniedziałek, 10 października 2011


Patka zmieniła pierwszego pampersa a tym szczęśliwcem, który tego wielkiego czynu doświadczył był Mikołaj :)

niedziela, 9 października 2011

Berlin nie dla cwaniaków :)


Zostaliśmy z Mikołajem sami na włościach. Szymuś pojechał z tatą i babcią Haliną do Berlina dopasować kask. Mieliśmy jechać we troje a M miał zostać z babciami, ale mama wymyśliła, że może odpocząć, zrelaksować się, pobyczyć, leżeć do góry brzuchem, leniuchować, wałkonić się, zbijać bąki, ogólnie nic nie robić :D Zostałam więc z M w domu.
Z jednym dzieckiem to jest chyba klawe życie. Jakby dzidziuś był taki jak M, który lubi sobie pospać to spalibyśmy całe dnie. Natomiast z Sz wszędzie bym biegała, bo on jest lżejszy, ale mam dwóch super chłopaków i też jest klawo :)

wtorek, 4 października 2011

poniedziałek, 12 września 2011

Kask

Byliśmy w Berlinie. Nie była to zwykła wycieczka tylko wyjazd w sprawie krzywej główki Szymka. Wcześniej szukaliśmy pomocy w Polsce, ale wszyscy bagatelizowali problem twierdząc, że z krzywą główką się żyje. My jednak postanowiliśmy za wszelka cenę pomoc młodemu. Znaleźliśmy klinikę w Niemczech w której zakładają dzieciom kaski ortopedyczne. Nie będę się wdawała w szczegóły, ale mamy człowieka w kasku :)
Kask ma swoje dodatkowe zalety. Ochrania głowę Szymka kiedy zawodnik wali łepkiem w co popadnie. Nie straszna mu podłoga, szczebelki w łóżeczku i głowa brata.


A swoją droga Berlin podobał się całej piątce. Mówię to również w imieniu chłopców, bo jakby byli świadomi to z pewnością byliby zachwyceni :) Miasto bardzo ładne, ludzie fajni, ogromna ilość rowerów i ścieżek, szkoda tylko ze po niemiecku gadają :)
Natomiast podróż była koszmarna. Zamiast 6h jechaliśmy w jedna stronę 9h a w drugą 11h. Ulewa, korki, 2 wypadki i nie mieliśmy skąd wziąć gorącej wody na mleko. Z powodu wypadku staliśmy 2 h w takim korku, który się wcale nie ruszał i karmiliśmy dzieci soczkami bananowymi. Masakra! Mam nadzieję, że kolejny wyjazd obejdzie się bez przeszkód.