piątek, 12 sierpnia 2011

delikatny chłopak

Byłam dziś z Szymkiem oddać krew, tzn. Szymuś ją oddawał, a mama kibicowała. Robiliśmy dużo badań i trzeba było wypompować mu, aż 2 wielkie fiolki, jak dla dorosłych. Pani była przejęta równie mocno jak ja albo bardziej. Zapytała nawet czy jestem pewna, że chcę zrobić mu aż tyle badań. Ja pewna nie byłam, ale tato Michał owszem.
Mama musiała mocno trzymać chłopca, bo był gotów uciec z leżanki. Strasznie się szarpał i płakał. Płakał? Szymuś wył! Serce się mamie kroiło z żalu, ale pani nie pozwoliła go uspokajać, bo jak krzyczał i się denerwował to krew lepiej krążyła i szybciej zapełniała folki. Pani bardzo mocno uciskała rączkę Szymusia. Chłopak ma skórę po ojcu. Delikatną jak porcelana. Nawet najmniejsze uderzenie i już panowie mają sińce. "Księżniczki na ziarnku grochu" :)
Teraz Szymuś wygląda jakby był bity. Jego rączka jest sina z krwawymi wylewami. No cóż... rodzina patologiczna - biją dziecko :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Tato Michał

Tato Michał, super informatyk obiecał przygotować nowy blog. Obiecał!
Mama Kasia chciałaby, żeby odbyło się to dość szybko, aby nie musiała przenosić wpisów, które uzbierają się przez długi czas.
Mama Kasia czeka od jakichś 2 lat, żeby tata Michał naprawił kolanko pod zlewem w kuchni. Nie wróży to dobrze :p
Dziś rozpoczęliśmy kolejny turnus rehabilitacji.


sobota, 6 sierpnia 2011

pierwsze karmienie poza domem

Dziś spędziliśmy kilka godzin poza domem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że wszyscy czworo jedliśmy obiad w restauracji. Chłopcy mleko a rodzice coś bardziej wyszukanego. Na pierwszy raz wybraliśmy miejsce nam znajome czyli Rozario's wuja Jarka :) Zabraliśmy mleko w proszku i przygotowaliśmy jedzonko na miejscu. Panowie byli lekko rozkojarzeni i nie zjedli wszystkiego, ale na deser były owocki a na nie znalazło się miejsce w brzuszkach :)
Wróciliśmy do domu wykończeni. Wszyscy czworo.
Mikołaj bez problemu przekręca się z pleców na brzuchol. Odwrotnie jeszcze nie potrafi, ale podejmuje próby.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Ciężki dzień - kolejny z wielu...

To był bardzo ciężki dzień. Od rana nie mogłam się z niczym wyrobić. Na 16 byliśmy umówieni do hepatologa. Wizyta był żenująca. Pani doktor wiedziała mniej od nas a w zasadzie od taty Michała, który wszystko sprawdza w internecie i konsultuje z kolegą lekarzem :)

Odstawiamy leki na wątrobę. Za miesiąc zrobimy badania i dowiemy się czy wątróbka podjęła samodzielną pracę.

Wróciliśmy do domu i się zaczęło... biedny Mikołajek zaczął wyć :( zasnął „wykończony“ dopiero około 22. Szymuś tak się zmęczył tym zamieszaniem i hałasem, że położony do łóżeczka od razu usnął. Bez smoka!
Trzeba kupić łóżeczko, bo ja dostaje klaustrofobii patrząc na ściśniętego w kołysce Szymusia.