poniedziałek, 10 października 2011


Patka zmieniła pierwszego pampersa a tym szczęśliwcem, który tego wielkiego czynu doświadczył był Mikołaj :)

niedziela, 9 października 2011

Berlin nie dla cwaniaków :)


Zostaliśmy z Mikołajem sami na włościach. Szymuś pojechał z tatą i babcią Haliną do Berlina dopasować kask. Mieliśmy jechać we troje a M miał zostać z babciami, ale mama wymyśliła, że może odpocząć, zrelaksować się, pobyczyć, leżeć do góry brzuchem, leniuchować, wałkonić się, zbijać bąki, ogólnie nic nie robić :D Zostałam więc z M w domu.
Z jednym dzieckiem to jest chyba klawe życie. Jakby dzidziuś był taki jak M, który lubi sobie pospać to spalibyśmy całe dnie. Natomiast z Sz wszędzie bym biegała, bo on jest lżejszy, ale mam dwóch super chłopaków i też jest klawo :)

wtorek, 4 października 2011

poniedziałek, 12 września 2011

Kask

Byliśmy w Berlinie. Nie była to zwykła wycieczka tylko wyjazd w sprawie krzywej główki Szymka. Wcześniej szukaliśmy pomocy w Polsce, ale wszyscy bagatelizowali problem twierdząc, że z krzywą główką się żyje. My jednak postanowiliśmy za wszelka cenę pomoc młodemu. Znaleźliśmy klinikę w Niemczech w której zakładają dzieciom kaski ortopedyczne. Nie będę się wdawała w szczegóły, ale mamy człowieka w kasku :)
Kask ma swoje dodatkowe zalety. Ochrania głowę Szymka kiedy zawodnik wali łepkiem w co popadnie. Nie straszna mu podłoga, szczebelki w łóżeczku i głowa brata.


A swoją droga Berlin podobał się całej piątce. Mówię to również w imieniu chłopców, bo jakby byli świadomi to z pewnością byliby zachwyceni :) Miasto bardzo ładne, ludzie fajni, ogromna ilość rowerów i ścieżek, szkoda tylko ze po niemiecku gadają :)
Natomiast podróż była koszmarna. Zamiast 6h jechaliśmy w jedna stronę 9h a w drugą 11h. Ulewa, korki, 2 wypadki i nie mieliśmy skąd wziąć gorącej wody na mleko. Z powodu wypadku staliśmy 2 h w takim korku, który się wcale nie ruszał i karmiliśmy dzieci soczkami bananowymi. Masakra! Mam nadzieję, że kolejny wyjazd obejdzie się bez przeszkód.



wtorek, 30 sierpnia 2011

Co się działo...

Miałam wolną sobotę. Byłam w spa z koleżanką Joanną od ubranek i zabawek :) Miałam się zrobić na bóstwo, ale panie nie podołały tak trudnemu zadaniu. Za to zmniejszyłam sobie pory i dowiedziałam się, że mam bardzo ładne stopy. Dobre i tyle.

W niedziele byliśmy u babci Ani i dziadka Marka na ur babci (tajemnica na których ciii...) i 40 rocznicy ich ślubu. Zjedliśmy pyszny obiad. Dziadek Marek widział chłopców dopiero kilka razy i bardzo się cieszył, że do niego przyjechaliśmy. Chłopcy zaczynają się wstydzić i bać ludzi im nieznanych i na początku trochę obawiali się dziadka. Podobno to taki okres przejściowy i minie jeśli nie będziemy ich w tym umacniać.



Szymuś już bardzo długo utrzymuje się na brzuszku. Dłużej śpi. Choć nie dziś :)
Mikołaj potrafi już utrzymać się przez chwilę w pozycji siedzącej a w foteliku nawet dość długo. Wiem, wiem, wiem. Nie wolno dzieci sadzać :P Przestał mówić da, da, da ,da... to smutne bo da, da było bardzo zabawne i chciałam nagrać filmik. Chociaż pewnie by się nie udało, bo chłopaki jak widzą kamerę to milkną. Kamera ich onieśmiela :)
Obaj oglądają swoje stopy. Mają równie ładne jak mama :D





 

Dziś wróciła Patka. Podobno nie chciała wyjeżdżać. Nikt nie chce wracać z fajnych wakacji zwłaszcza jeśli tu czekają go obowiązki i nie można ryb łowić ;p

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Wścieklizna


Dziś Mama bardzo zdenerwowała się na Tatę. Myślę, że w końcu ktoś kiedyś popełni zbrodnie w afekcie. I nie myślę o dosłownym mordzie, a o wybuchu gdy moja cierpliwość się skończy. Muszę iść po persen do apteki. Profilaktycznie co rano sobie łyknę do śniadania, może jakaś znieczulica mnie dopadnie i łatwiej będzie mi znieść Chłopa humory.

próba sił :)

sobota, 20 sierpnia 2011


Kilka dni temu Michał zawiózł chłopców do parku, zostawił z dziadkami, a sam wrócił do domu. Odkąd są dzieci to jeszcze nie byliśmy w takiej sytuacji. Było no nie wiem jak... cicho :)
Nic szczególnego nie robiliśmy ;) tylko zjedliśmy spokojnie obiad. Bez dzieci patrzących na nas z fotelików albo biegania co chwila do sypialni żeby ich uspokajać.

Dziś znów byliśmy sami w domu. Mieliśmy w tym czasie we dwoje pochodzić po sklepach i skorzystać z ostatnich przecen. Byliśmy przyszykowani, ale przed wyjściem podjęliśmy decyzję o pozostaniu w domu. Dla odmiany poszliśmy spać :)
.

pierwszy w życiu 'syfek' :)