wtorek, 30 sierpnia 2011

Co się działo...

Miałam wolną sobotę. Byłam w spa z koleżanką Joanną od ubranek i zabawek :) Miałam się zrobić na bóstwo, ale panie nie podołały tak trudnemu zadaniu. Za to zmniejszyłam sobie pory i dowiedziałam się, że mam bardzo ładne stopy. Dobre i tyle.

W niedziele byliśmy u babci Ani i dziadka Marka na ur babci (tajemnica na których ciii...) i 40 rocznicy ich ślubu. Zjedliśmy pyszny obiad. Dziadek Marek widział chłopców dopiero kilka razy i bardzo się cieszył, że do niego przyjechaliśmy. Chłopcy zaczynają się wstydzić i bać ludzi im nieznanych i na początku trochę obawiali się dziadka. Podobno to taki okres przejściowy i minie jeśli nie będziemy ich w tym umacniać.



Szymuś już bardzo długo utrzymuje się na brzuszku. Dłużej śpi. Choć nie dziś :)
Mikołaj potrafi już utrzymać się przez chwilę w pozycji siedzącej a w foteliku nawet dość długo. Wiem, wiem, wiem. Nie wolno dzieci sadzać :P Przestał mówić da, da, da ,da... to smutne bo da, da było bardzo zabawne i chciałam nagrać filmik. Chociaż pewnie by się nie udało, bo chłopaki jak widzą kamerę to milkną. Kamera ich onieśmiela :)
Obaj oglądają swoje stopy. Mają równie ładne jak mama :D





 

Dziś wróciła Patka. Podobno nie chciała wyjeżdżać. Nikt nie chce wracać z fajnych wakacji zwłaszcza jeśli tu czekają go obowiązki i nie można ryb łowić ;p